Obrzydliwość tego miejsca nie polegała tylko na zgniliźnie. Polegała na tym, że to miejsce żyło. Żyło cudzym cierpieniem, gnijącymi wspomnieniami poprzednich lokatorów. Ściany w dotyku były wilgotne, jak skóra chorego człowieka. Tapety odklejały się, odsłaniając czarne, pękające tynki, które przypominały tatuaż na ciele tego domu.
(zgnilizna jako metafora ludzkich czynów) Daj znać, który kierunek najbardziej Cię interesuje! OBRZYDLIWY
Wtedy usłyszałem szept. Nie z wnętrza podłogi, ale zza moich pleców.— Wreszcie jesteś, domowniku. ale zza moich pleców.— Wreszcie jesteś